garść przemyśleń .prawda

Niektórzy bronią jej jak niepodległości. Inni poszukują latami i odnaleźć nie potrafią. Jeszcze inni twierdzą, że każdy ma swoją.

Hejka! Zastanawiać się zaczęłam ostatnio, o co chodzi z prawdą. Z "Tą" prawdą. Z tą "Prawdą przez duże P". Co w niej takiego wyjątkowego tkwi, że zajmuje relatywnie wysokie, jeśli nie jedno z najwyższych, miejsc na liście pożądanych wartości, walorów, ideałów? Jak to się stało, że jest niczym słońce oświetlające całą planetę? A jednocześnie, paradoksalnie, niektórzy mieszkańcy tejże planety zdają się tkwić w wiecznej ciemności? Czy to by oznaczało, że prawda jednak nie zawsze wychodzi na jaw niczym ta przysłowiowa oliwa sprawiedliwa?... Zabieram Cię dzisiaj w podróż, której przystankami będą, absolutnie subiektywnie wybrane, atrybuty prawdy.

.najszybsza do powiedzenia

Nie trzeba się długo zastanawiać ani analizować, żeby stwierdzić, że prawda wydawałaby się informacją najszybszą do przekazania. No bo pomyślmy... Prawda jest czymś, co już istnieje - nawet, jeśli tylko na poziomie koncepcyjnym. Ma formę i kształt, czasami koloryt. W przestrzeni słów i pojęć przytula się lewym bokiem, a momentami nawet i całym policzkiem, do 'faktu'. Tego z "takie są fakty". Wyrażenie to często pojawia się po sekwencji krótkich, wypowiadanych niczym z karabina, w sposób absolutnie nie pozwalający na przerwanie czy choćby najmniejsze wtrącenie, zdań. Bo tak to w zasadzie jest - żeby wypowiedzieć prawdę, wystarczy tylko otworzyć usta i pozwolić popłynąć słowom ubierającym ją w strukturę. Zero przygotowań, zero wymyślania scenariuszy, zero wybierania wariantów, zero analizy dostępnych opcji. Zero zastanawiania się, co powiedzieć, a czego nie. W prawdzie słowa same czekają w kolejce niczym turyści przed bramką (z ang. "przed gejtem") na lotnisku. I bez względu na to, w jakiej kolejności wejdą na pokład, to finalnie zajmą wszystkie miejsca. Poukładają się w całość. Tak po prostu...

ŁUCJA
Powiedz mi prawdę. Tak po prostu. Najprościej, jak się da.
MACIEJ
Ale ja nie wiem, od czego zacząć.
ŁUCJA
To zacznij od środka. Albo od końca. Zacznij tam, gdzie będzie Ci najłatwiej zacząć.

.najbardziej grzęznąca w gardle

To, że niejednokrotnie jesteśmy w stanie prawdę zawrzeć w kilku zaledwie słowach, nie oznacza, że łatwo będzie je wypowiedzieć. A dlaczego to? A dlatego, że prawda raz wypowiedziana nie może zostać odwołana. Taka to już jej przewrotna natura, że zapisuje się w przestrzeni niczym wyryta w skale. Nie można zawrócić z drogi, wziąć gąbki czy szmatki i zetrzeć niczym kredę z tablicy. "Przepraszam... Nie to miałam na myśli... Wycofuję swoje słowa". Nic z tych rzeczy. A wiemy o tym już od najmłodszych lat. "Pierwsze słowo do dziennika, drugie słowo do śmietnika". Kto nie wykorzystywał tego powiedzenia, żeby nie pozwolić na zmianę planów i wymusić realizację spontanicznie wypowiedzianej obietnicy? Powiedziane. Zapamiętane. Koniec i kropka. Z kłamstwem za to... Z kłamstem, a i owszem, sprawy mają się zgoła inaczej. Możemy co chwilę obmyślać nową wersję, zabierać i doklejać kolejne elementy, zmieniać ich kolejność, przerzucać niczym żongler piłeczkami. Granice tej zabawy wyznacza wyłącznie nasza wyobraźnia. Ale z prawdą... Z nią nie ma igraszek. Niesie ze sobą pewien rodzaj niepodważalnej pewności, którą odbiorca komunikatu jest w stanie wyczuć nawet jeśli nie rozumie lub nie akceptuje tego, co przed chwilą usłyszał. Nawet jawna, werbalna negacja w stylu "to nieprawda" czy "nie wierzę Ci", bez względu na to, jak wiele wykrzykników postawimy na końcu, będzie jedynie emocjonalnym wyrazem rozpaczy, nie mającym wpływu na rzeczywistość. Nie oznacza to jednak, że nie ma wpływu na głośne wypowiedzenie prawdy... Już samo to wyobrażenie burzy, jaka rozpęta się po wyjawieniu prawdy, zaciska gardło. Żaden dźwięk, choćby najcichszy i najkrótszy, nie został jeszcze wypowiedziany, a u mówiącego pojawiają się reakcje. Reakcje w odpowiedzi na wizję zmaterializowania się najgorszego zakładanego scenariusza. Myśli kłębią się w głowie, ciało traci stabilność, wzrok ucieka w bok. Wyobrażenie przyszłości wpływa na fizyczną teraźniejszość.

ŁUCJA
Kochasz ją?
MACIEJ
(nic nie mówi. wzrok ma skierowany w dół. milczy)
ŁUCJA
(podniesionym głosem)
Kochasz ją?!
MACIEJ
(ciągle milczy. spogląda w okno i bierze wdech)
ŁUCJA
(krzyczy)
No odpowiedz! Tak ciężko jest powiedzieć prawdę?!
MACIEJ
(spoglądając jej w oczy, robi wydech i mówi spokojnym głosem)
Tak. Kocham ją.

.niemożliwa do ukrycia

Na chwilę, może i tak. Krótszą, albo dłuższą. Może nawet i trawającą lata, a nawet całe życie, ale ciągle jednak tylko na chwilę. Mam taką obserwację. Z rozmów z innymi osobami. Że jeśli się stworzy przestrzeń nie tyle do mówienia, ile do bycia wysłuchanym i nie bycia ocenianym, ludzie w sposób wręcz automatyczny zaczynają mówić prawdę. Prawdę o sobie. Przestają skakać z jednego nieistotnego tematu na drugi, równie nieistotny. Ze sprzeczki z ekspedientką w sklepie na plotki z ostatniej imprezy firmowej. Ze wspominania, jak to było za czasów młodości, na lęk przed tym, czy w trakcie najbliższego urlopu każdy dzień będzie wystarczająco ciepły i słoneczny. Z listy zakupów (dlaczego to wszystko jest takie drogie???) na zachowanie sąsiadów (dlaczego ich dzieci są takie głośne???). Z... na... Na... z... Kiedy się zorientują, a raczej poczują, że otacza ich cisza oraz otwartość, rozpoczynają podróż wgłąb siebie. Uważny słuchacz wyłapie ten moment przełączenia się w inny tryb. Słowa przestają galopować, emocje przestają buzować, oddech zwalnia. W ich miejsce pojawia się refleksja, obserwacja, prawda. Nie trzeba nawet za bardzo zadawać pytań, żeby opowieść była kontynuowana. Opowieść o tym, co prawdziwe, co istotne, co wytęsknione do przyznania się. Bo czy tak naprawdę chcemy ukrywać prawdę? Chcemy chować ją tak głęboko, że zapominamy, którędy droga do niej prowadzi? Chcemy uciekać od siebie? Da się uciec od siebie? Da się uciec od prawdy?

MACIEJ
Co za dzień dzisiaj miałem. Nie uwierzysz! Najpierw spóźniłem się na pociąg, później zgubiłem parasol i wpadłem na spotkanie z naszym najważniejszym klientem spóźniony, przemoczony do suchej nitki. Oczywiście szef nie omieszkał mi wypomnieć - jak to nazwał - "brak profesjonalizmu i odpowiedzialności". No i mogę się już pożegnać z premią kwartalną. A tak bardzo potrzebuję tych pieniędzy na remont; już mam zaklepaną ekipę.
ŁUCJA
A ja mam takie pytanie do Ciebie. Jesteś szczęśliwy?
MACIEJ
(zaskoczony)
Czy jestem szczęśliwy?... Nie rozumiem. Co to ma wspólnego z tym, o czym Ci opowiadam?
ŁUCJA
Interesujesz mnie Ty. Nie Twoja historia. Z tych wszystkich rzeczy, o których mi opowiedziałeś, najbardziej interesujesz mnie Ty.
MACIEJ
(zastanawia się)
Czy jestem szczęśliwy? Hmmm... Myślę, że tak. Realizuję swoje plany. Czasami pojawiają się przeszkody, ale zawsze daję radę. Wiesz, ostatnio siedziałem sobie wieczorem na mojej niedokończonej werandzie, spojrzałem na zachodzące słońce i pomyślałem, że jestem szczęściarzem.
ŁUCJA
(z uśmiechem w oczach patrzy na niego)
Nooo...
MACIEJ
A w zasadzie, że czuję się szczęśliwy. Nie przez cały czas, są momenty, w których wkurzam się o jakieś pierdoły, ale one są nieważne. Mam swój kawałek ziemi, na którym wypoczywam. Wiesz, że czasami sarny podchodzą do ogrodzenia od strony lasu? Niesamowite zwierzęta. I nawet łoś się raz pojawił. Zaraz Ci pokażę zdjęcia, nie uwierzysz. Ogromne zwierzę. Pierwszy raz w życiu widziałem łosia na żywo. (wyciąga telefon) Patrz, jaki potężny. Musisz do mnie przyjechać w odwiedziny, może będziesz miała szczęście i się pojawi. Zrobimy sobie wieczór na werandzie, pogadamy o życiu, jak kiedyś. Tęsknię za tymi naszymi spotkaniami. Rozmowami do rana. No nie do rana, bo zawsze usypiałaś zaraz po północy (śmieje się). A pamiętasz, jak...  

Zdjęcie od:
cottonbro studio