.jestem...

...sobą

Mam na imię Renia. W dowodzie mam oczywiście wpisaną oficjalną wersję - Renata, ale ta zmiękczona zdecydowanie lepiej oddaje to, kim jestem. A kim jestem? Właśnie to pytanie przywiodło mnie do wygospodarowanie w swoim życiu przestrzeni na kontakt ze sobą. Była to decyzja świadoma, a wcale nie najłatwiejsza. I nie oznacza ona, że wcześniej tego kontaktu nie miałam. Po prostu postanowiłam nadać mu priorytet. Z łagodnością, ale i bezdyskusyjnie. I tak krok po kroku, z kilkoma zakrętami po drodze, dotarłam tutaj. Do dialogu samej ze sobą. Także w oparciu o hipnozę regresyjną.

.zanim przejdziesz dalej:

Świat jest takim, jakim go postrzegamy. Wszystko, co tu odnajdziesz, jest przedstawieniem mojej perspektywy. Z szacunkiem do inności, z wewnętrzną pokorą i z dbałością o czystość informacji, ale wciąż jednak przepuszczonymi przez niedoskonałe filtry, np. umysł, czas niezbędny na wstukanie na klawiaturze całej sekwencji słów, które wszystkie poczułam w jednej mikrosekundzie czy też możliwości leksykalne języka polskiego. Ciekawostka: stąd np. w trakcie sesji czasami brakuje mi słów, albo niepoprawnie je odmieniam przez przypadki - im bardziej połączona z subtelnością, tym mniej zanurzona w fizyczności. Przy tak nieidealnej formie komunikacji, jak tekst przedstawiony na stronie internetowej, stoję przed nie lada wyzwaniem. Z jednej strony potrzebuję coś napisać, a z drugiej doskonale zdaję sobie sprawę, że najlepiej przekazuję idee między słowami, w tej ciszy zobrazowanej miejscami pomiędzy, w których nie ma ani liter, ani obrazów.

...cisza...

Zatem: piszę, używając możliwie najmniejszej liczby słów, ale ciągle niezbędnych do przekazania odczuwanej idei. Skupiam się na informacji, a nie przekazie emocjonalnym za nim stojącym. Ograniczam korzystanie z wszelkich przymiotników, w szczególności oceniających czy ograniczających, np. najlepszy, niemożliwy, fantastyczny, aczkolwiek momentami jest to taka wirtuozeria, że finalnie decyduję się na ich uwzględnienie. Nie stosuję uogólnień, świadoma tego, że każdy żyje w swojej prawdzie. Do tego stopnia, że nawet możesz nie zgodzić się z tym poprzednim zdaniem. Akceptuję ten stan. A to, że ja jestem autorem, a Ty czytelnikiem, nie oznacza, że moja prawda jest bardziej prawdziwsza od Twojej. Jest - i tu znowu: według mnie ;) - dokładnie na odwrót. Przechodzisz wła drogę. Budujesz własną perspektywę. Tworzysz swoją przestrzeń. Jesteś sobą.

...jesteś.

.dlaczego zajmuję się hipnozą regresyjną

Tak czuję. Nawet, gdybym chciała, nie jestem w stanie podać innego uzasadnienia. Jakikolwiek argument pochodziłby z umysłu, umiejscawiając się niebezpiecznie blisko strefy marketingu, reklamy, no może delikatnie to nazywając - zachwalania. Nikt mi nie podsunął tego tematu. Sama odnalazłam nagrania sesji. Nie czytałam opinii innych po ich własnych sesjach, czy też komentarzy pozostałych oglądających. Zapisałam się na sesję jako klient. Nie wymyśliłam sobie również, że zostanę telepatą. Pozwoliłam sobie na bycie nim. I tak poprowadziłam siebie w fizyczności, żeby hipnoza stanowiła element życia Reni.

.czy warto 'zrobić' sesję

...i już czujesz, czy to czujesz.

Jeśli to czujesz. I znowu - nawet, gdybym chciała, nie jestem w stanie podać innego uzasadnienia. Jakikolwiek argument pochodziłby z umysłu, umiejscawiając się niebezpiecznie blisko strefy marketingu, reklamy, no może delikatnie to nazywając - zachwalania. A motywacji stojących za tą decyzją może być nieskończenie wiele. Zaproponuję Ci tylko tę jedną rzecz: wykorzystaj ten moment lektury, pobądź przez chwilę w swoim oddechu, obserwuj oczami świat na zewnątrz, jednocześnie patrząc przez tę perspektywę na samą/ samego siebie...